Zapakować? Nie, dziękuję.

Zapakować w reklamówkę? Z takim pytaniem spotykam się w co drugim sklepie. W foliowych opakowaniach lądują marchewki, soczki, kartony z butami albo odzieżą, zabawki, krótko mówiąc mniejsze i większe zakupy. Ląduje w nich wszystko. One same lądują w końcu na śmietniku. Najkrótsza prawda o nich jest taka, że produkuje się je w sekundę, używa kwadrans a utylizuje kilkaset lat. Dlatego sklepy zaczęły wprowadzać torby biodegradowalne, które miały rozkładać się szybciej i bez uszczerbku dla środowiska. Teraz okazuje się, że są mu jeszcze mniej przyjazne niż tradycyjne foliówki.

Wprowadzeniem ulegającym biodegradacji toreb chwaliło się wiele sieci handlowych. Miały one być bardziej przyjazne dla środowiska i byłyby, gdyby trafiały do specjalnych pojemników a potem na kompostownik, bo tylko tam może następować ich prawidłowy i bezpieczny rozkład. Problem w tym, że nie trafiają. W Polsce wskaźnik kompostowania jest niski i w konsekwencji stopień prawidłowego utylizowania toreb biodegradowalnych jest znikomy. Torby, które nie trafiają na kompost też wprawdzie rozkładają się tak jak obiecywałi to ich producenci w kilka tygodni, ale zamieniają się w niewidoczny pył, który osiada i wnika w glebę, wody gruntowe lub unoszony powietrzem trafia do naszych płuc. W konsekwencji torby biodegradowalne okazały się większym, bo niewidocznym zagrożeniem dla środowiska i naszego zdrowia.